alert-erroralert-infoalert-successalert-warningbroken-imagecheckmarkcontact-emailcontact-phonecustomizationforbiddenlockedpersonalisation-flagpersonalizationrating-activerating-inactivesize-guidetooltipusp-checkmarkusp-deliveryusp-free-returnsarrow-backarrow-downarrow-left-longarrow-leftarrow-right-longarrow-rightarrow-upbag-activebag-inactivecalendar-activecalendar-inactivechatcheckbox-checkmarkcheckmark-fullclipboardclosecross-smalldownloaddropdowneditexpandhamburgerhide-activehide-inactivelocate-targetlockminusnotification-activenotification-inactivepause-shadowpausepin-smallpinplay-shadowplayplusprofilereloadsearchsharewishlist-activewishlist-inactivezoom-outzoomfacebookgoogleinstagram-filledinstagrammessenger-blackmessenger-colorpinterestruntastictiktok-defaulttiktoktwittervkwhatsappyahooyoutube
/ czerwiec 2017
Reebok

8 powodów, dlaczego 80 km biegu po górach to ZŁY pomysł

Bieg Rzeźnika, czyli jeden z najtrudniejszych biegów ultra w Polsce - 80 km po Bieszczadach z sumą przewyższeń ok. 4800m. Postanowiliśmy go pobiec.

Piszę “my”, bo Bieg Rzeźnika biegnie się w parach - taka jest tradycja i regulamin. Tak więc razem z Wojciechem już w grudniu zeszłego roku (wtedy odbywało się losowanie, chętnych jest prawie dwa razy więcej niż miejsc) zdecydowaliśmy się podjąć wyzwanie.

Los chyba próbował nam coś przekazać, bo wylądowaliśmy dopiero na setnym miejscu listy rezerwowej. O tym, że faktycznie wystartujemy dowiedzieliśmy się dopiero pod koniec maja, 3 tygodnie przed biegiem. Szczęście? Tak nam się wydawało.

Long story short - udało się. Zajęło nam to 3 godziny dłużej niż planowaliśmy (dlaczego tak długo to historia na inny tekst), ale ukończyliśmy Bieg Rzeźnika. Całe 80 km. Oto kilka naszych spostrzeżeń na temat co NAPRAWDĘ stoi za tym biegiem.

1. Masa przygotowań

Niestety nie ma tak, że sobie wyjdziesz w góry i pobiegniesz. To znaczy pewnie można, ale jeśli ktoś to zrobił, to przypuszczam, że dalej gdzieś tam błąka się po bieszczadzkim lesie.

Raz, że trzeba wylosować pakiet, co łatwe nie jest. Ale o tym już było.

Dwa, że trzeba trenować. My obaj ogólnie uważamy się za dość sprawnych (CrossFit i te sprawy), ale tutaj jeszcze swoje trzeba wybiegać, a czasu na długie wybiegania było mało. Z pomocą przyszły treningi Reebok Run Crew, które zgodnie z metodologią Aerobic Capacity opierały się na interwałach i dawały naprawdę niezłe efekty przy ograniczonym nakładzie czasu. Do tego dołożyliśmy kilka dłuższych wybiegań w Beskidach i musiało wystarczyć.

Pakowanie przed wyjazdem

Trzy, że trzeba się przygotować logistycznie - ciuchy, buty, jedzenie na bieg, planowanie strategii, odżywiania itp. To się samo nie zrobi, trzeba było się raz, drugi i trzeci na piwo/kawę umówić i wszystko dobrze przegadać.

2. Spore koszty

Nie ma co, tanio nie jest. Pakiet startowy to 550 zł za parę, do tego brakujące wyposażenie, żele, batony, noclegi, transport przez całą Polskę… Trochę wychodzi, a można było przecież wziąć plecak i po prostu wyjść w góry jak Pan Bóg przykazał.

Że niby atmosfera taka genialna i biegniesz na raz z tysiącem podobnych świrów? Że na punktach żywieniowych masz same pyszności, od których nie chce się odejść? Że na mecie wita Cię wiwatujący tłum i grają Wiewiórki? No fakt, trochę to te koszta rekompensuje.

3. Niewyspanie

Pech chciał, że w wieczór przed startem był mecz eliminacji MŚ, Polska - Rumunia. Oznacza to, że do łóżek położyliśmy się o 22:45, a budziki nastawione na 0:45 (busy odwożące na start odjeżdzają o 1:30). Teoretycznie 2 godziny snu, w praktyce trudno było zasnąć i u mnie wyszło 30 min, u Wojtka 60. No nie wyspaliśmy się, zdecydowanie.

Śniadanie przed biegiem Podróż na start

Co robi człowiek o takiej nieludzkiej porze? Na wpół przytomnie je owsiankę i popija pyszną kawą. Próbuje złapać choć 10 minut dodatkowego snu w wypełnionym zapachem maści rozgrzewającej busie wiozącym na start. Wsłuchuje się w bębny na starcie i dostaje gęsiej skórki…

Na pierwszych kilometrach biegu co chwilę odwraca się, żeby zobaczyć niepowtarzalny widok setek “świetlików” (światła z czołówek, które rozświetlają biegaczom ciemną jeszcze drogę). Zwalnia na dziesiątym kilometrze, żeby porobić “mental pictures” unoszącej się nad ukrytymi przy szlaku jeziorkami mgły. Wbiega do leniwie budzącego się do życia miasteczka mając już 32 km w nogach...

4. Cały dzień w plecy

Ewentualnie 'cały dzień w biegu' - mówicie tak czasem? My dopiero teraz wiemy, co to tak naprawdę znaczy: start o 3 rano, na mecie... o 17.30!

Jak sobie pomyślę, ile rzeczy można było w tym czasie zrobić to szok. Przecież to prawie dwa dni pracy! Cała kolejka piłkarskiej Ekstraklasy oglądana mecz po meczu (8 spotkań). Jakieś 20 odcinków Gry o Tron czy innego Netflixa.

A my co w tym czasie? Zapierające dech w piersiach widoki (mimo że przez połowę biegu była ostra mgła), mnóstwo rozmów na mniej i bardziej ważne tematy, obcowanie z naturą i pełne oderwanie od świata rzeczywistego, problemów, targetów, asapów i fakapów. No, dzień w plecy.

5. Mało biegania

Jedziesz na bieg, a tam okazuje się, że 50% dystansu (i jakieś 70% czasu) to spacer. Marsz znaczy się. No bo pod górę biec się po prostu nie da. Niektórzy do tego jeszcze pomagają sobie kijkami. To co to w końcu jest, Bieg Rzeźnika, Marsz Rzeźnika czy Nordic Walking Rzeźnika?

Trochę po płaskim

Co przez drugie 50% dystansu i pozostałe 30% czasu? Przegenialne błotniste zbiegi na pełnej prędkości, szumiący w uszach wiatr i łzawiące od niego oczy, stuprocentowe skupienie, żeby kolejny krok nie skończył się spektakularną wywrotką. No i ta adrenalina!

6. Po co to komu

Czołówka zawodników wiadomo, ściga się. Walczą ze sobą, o puchary, nagrody, złote medale, uznanie sponsorów itp.

A my? Pojechaliśmy bez wielkiej napinki na wynik, raczej dla przygody, wyzwania i walki ze swoimi słabościami. Spędziliśmy na trasie 5 godzin więcej od zwycięzców. I po co to wszystko?

 

A post shared by Piotr Korpak (@pkorpak) on Jun 18, 2017 at 1:15pm PDT

Po ten ładny, gliniany, ręcznie wyrabiany medal? Po dożywotnią satysfakcję i wspomnienia, które na długo zostaną w pamięci? Po to piwo na mecie, które smakuje najlepiej na świecie?

7. Cierpienie w trakcie

Od pewnego momentu (tak na oko po 60 km) na tym biegu wszystko boli. Łapią skurcze. Nie masz energii i powinieneś coś zjeść, ale nie możesz, bo od nadmiaru żeli i batonów buntuje się żołądek. Masz ochotę zejść z trasy, ale nawet nie ma jak, bo jesteś głęboko w lesie.

Bywało ciężko

No to brniesz do przodu, pokonujesz te swoje kryzysy, wychodzisz ze strefy komfortu. Z każdym krokiem jesteś bliżej mety. Na 10 km przed końcem już boli mniej. Na 5 km nie wiadomo skąd, ale wracają siły. Na 1 km przed metą słyszysz bębny i masz ochotę puścić się sprintem (ale nie robisz tego, bo skurcze). Na mecie nie pamiętasz już o jakichkolwiek kryzysach.

8. Cierpienie po

Przebiegłeś i myślisz, że już po wszystkim? Hahahaha. To dopiero początek. Etap pierwszy zakończony.

Etap drugi zaczyna się wieczorem, kiedy z bólu nóg ciężko jest usnąć i przed bezsenną nocą ratuje Cię jedynie te kilka wypitych piwek.

Etap trzeci, nadjłuższy, zaczyna się rano następnego dnia, kiedy nie potrafisz się zwlec z łóżka, bo boli Cię każdy mięsień (plus odciski). Przez jakieś 36 godzin Twój organizm przypomina Ci, że to co zrobiłeś, to coś więcej niż dłuższa górska wycieczka. Tak jakby karał Cię za to, że ignorowałeś jego wcześniejsze sygnały, żeby zwolnić, żeby zatrzymać się choćby na minutkę. Albo lepiej dziesięć.

Choć muszę tutaj przyznać, że ja te “zakwasy” to nawet lubię - przypominają mi, że żyję i coś z tym życiem ostatnio ciekawego zrobiłem.

I to chyba dobrze oddaje całą tę rzeźnicką przygodę.

Reebok Run Crew na mecie

 
/ czerwiec 2017
Reebok